poniedziałek, 16 maja 2016

44 Mały lew

W
stawał świt, a Regulus miał wrażenie, że jeszcze nigdy nie był aż tak ponury. Słońce budziło się w krwawej poświacie, rzucając długie cienie. Drzwi pozostawały zamknięte, choć Regulus z nadzieją patrzył w nie jeszcze przez długą chwilę. Matka pierwsza otrząsnęła się z czegoś na kształt transu – pokręciła głową z niedowierzaniem, a następnie skierowała się do kuchni i usiadła ciężko na zdobionym krześle. Ukryła twarz w dłoniach, chowając się przed leżącym na stole listem. Stworek wrócił do kuchni i, jakby nigdy nic!, zajął się przygotowywaniem śniadania, pogwizdując przy tym wesoło. Regulus wszedł do kuchni – nawet nie zauważył, kiedy pokonał drogę na dół.
– Przestań, Stworku – syknął.
Skrzat spojrzał na niego ze zdziwieniem, ale posłusznie wykonał polecenie. Skłonił się nisko, nosem dotykając podłogi i wrócił do przerwanej czynności.
– Mamo? – podjął Regulus. – Co było w tym liście? O czym on mówił? – Nie wiedział dlaczego, ale imię brata nie chciało mu przejść przez gardło.
Walburga wreszcie opuściła drżące dłonie, a Regulus zobaczył łzy na jej policzkach. Nie potrafił sobie przypomnieć, kiedy ostatnio widział ją płaczącą. Tylko słabi zachowują się w ten sposób, silni nie mają tego luksusu – tak zwykła mu mówić. Chwyciła list rozczapierzonymi palcami, zmięła go, a potem odrzuciła w kąt.
– Mamo?
Spróbował podejść, ale wstała z impetem, przewracając krzesło. Wyciągnęła różdżkę, wycelowała w zgnieciony papier i podpaliła. W jej oczach jak żywy zamigotał pomarańczowożółty płomień, pozostawiając po sobie brązowiejące resztki z łatwością rozsypujące się w pył – Regulus wiedział, że nigdy nie zapomni tej przeraźliwej determinacji, jaką ujrzał tego dnia.
– Mamo, co robisz?! – krzyknął, gasząc pożar zaklęciem. – Co było w tym liście?
Spojrzała na niego, choć miał wrażenie, że go nie zobaczyła. Wyszła z kuchni i skierowała się do salonu. W dłoni wciąż trzymała różdżkę, więc Regulus poszedł za mamą.
Coś ty narobił, głupcze?!, pomyślał, złorzecząc na brata.
Tymczasem Walburga podeszła do zdobionego gobelinu, na którym złotymi nićmi wyszyto nazwiska wszystkich, którzy należeli do starożytnego rodu Black. Wpatrzyła się w imię koło jej własnego, a następnie przytknęła do niego rozżarzoną zaklęciem różdżkę i wypaliła. Wuj Alfard zniknął z drzewa, zamiast niego pozostała posępna dziura.
– To wszystko twoja wina – wyszeptała. – Zepsułeś go, bo chciałeś, żeby ktoś z rodziny przypominał ciebie. Zabrałeś mi go, paskudny naznaczeńcze.
– Mamo, powiedz mi wreszcie, co to wszystko znaczy.
– Co to znaczy? – powtórzyła, a potem zaśmiała się. – Przecież wiesz, najdroższy Regulusie.
 Pogładziła jego policzek, a różdżka w jej dłoni wciąż płonęła oślepiającym blaskiem. Na zewnątrz świt przyoblekł się w szarość – niby pożar, który wreszcie zaczął dogasać. W korytarzu skrzypnęły drzwi i rozległ się cichy odgłos kroków. Orion wrócił z pracy.
Walburga znów odwróciła się do gobelinu, a następnie przytknęła różdżkę do imienia swojego starszego syna. Regulus patrzył, jak znikało – powoli, z cichym sykiem palonego materiału. Wtedy nie rozumiał, dlaczego matka posunęła się do tego, wtedy wydawało mu się, że wszystko wciąż można odwrócić, że nic nie zostało jeszcze przypieczętowane. Mylił się.
W drzwiach pojawił się Orion. Zmarszczki na jego twarzy uwydatniły się, sprawiając, że wydawał się starszy, niż w rzeczywistości był. Nie zapytał, co się stało. Podszedł do Walburgi, położył jej dłoń na ramieniu, a kiedy próbowała go odepchnąć, przytulił do siebie. Przylgnęła do niego i delikatnie pogładził jej włosy, a potem powiedział:
– Jest u Potterów. Zajmą się nim.
Uniosła na niego spojrzenie, chciała coś powiedzieć, ale jej przerwał.
– Nie teraz, nie możemy ściągnąć go tu siłą. Musi wrócić z własnej woli.
Wtedy wzrok Oriona powędrował na okaleczony gobelin. Zmarszczył brwi, ale nic nie powiedział. Pogładził plecy żony.
– Nigdy nie wróci, dobrze o tym wiesz.
Regulus wpatrywał się w rodziców ze zdziwieniem. Nie rozumiał, czemu nie mogą po niego iść i przyciągnąć tutaj – przecież wciąż był niepełnoletni. A potem przypomniał sobie, że Syriusz już we wrześniu według prawa stanie się dojrzałym czarodziejem, osiągając magiczny wiek siedemnastu lat. Wtedy znajdzie się poza zasięgiem rodziców i raz na zawsze odetnie się od nich.
Ode mnie. Odetnie się ode mnie, uderzyło go nagle.
Regulus poczuł palące poczucie zdrady. Miał wrażenie, że wszystko było kłamstwem, nagle zrozumiał, dlaczego matka chciała się na czymś wyżyć. Syriusz nie wróci – skoro przez tyle lat rodzina ciążyła mu tak bardzo, nie zmieni zdania od tak. Zbyt przypominał mamę pod tym względem – zbyt uparty, zacietrzewiony we własnych przekonaniach, zbyt stały w dążeniach. Regulus przypomniał sobie wszystkie wakacje, kiedy razem spędzali czas, kiedy jeszcze czuli się dobrze we własnym towarzystwie. Niegdyś wszystko wydawało się prostsze! A nawet wtedy, poprzedniego roku, Regulus wciąż liczył na to, że jego słowa powstrzymają Syriusza przed tym, co zrobił dzisiaj. Przecież powiedział mu jasno: chcę odzyskać brata i zrobię wszystko, żeby tego dokonać. Później okazało się, że Aiken jest wampirem, że Syriusz i ci jego koledzy, którzy nieustannie wplątywali go w kłopoty, zostali ranni. Regulus naprawdę się wtedy wystraszył – wampirów bano się od lat i to dlatego niemal je wytępiono. Pozostały jedynie najstarsze z nich, te uważane za niegroźne – tak przynajmniej twierdziło ministerstwo. Mylili się. Nie pierwszy i nie ostatni raz.
Przypomniał sobie zeszłe lato, kiedy razem wyjechali na Zlot. Wtedy miał wrażenie, że wszystko wróciło do normy. Znów świetnie spędzali czas wśród rówieśników, których pochwalali rodzice, a hiszpański świat magii wydawał się miejscem stworzonym dla nich – z wszystkimi przyjęciami, fascynującymi ludźmi i ciepłymi morzami, jakie rozciągały się aż po horyzont. Grali w quidditcha, przy ognisku słuchali opowieści wuja Alfarda, pływali, rozmawiali… żyli pełnią życia.
Czy to wszystko to tylko ładna bujda?
Teraz miał wrażenie, że cały tamten czas był snem. Snem? A może koszmarem, bo nic z tego nie zdarzyło się naprawdę. Potrząsnął głową, próbując się opędzić od szalonych myśli.
Muszę być silny. Teraz, kiedy… nie, na to za wcześnie.
Orion wypuścił Walburgę z objęć. Na stoliku położył neseser z dokumentami, a obok nich długi płaszcz, z którego kapała woda.
– Wiem, że to nienajlepszy czas, ale musimy porozmawiać – powiedział tata. Użył jednego z tych lodowatych tonów, gdy prowadził rozmowy biznesowe.
– Wolałabym się upewnić…
– Dorea napisała do mnie – stwierdził, wzdychając. – W imię starej przyjaźni, jaka was łączyła. Powiedziała, że zajmie się nim jak własnym synem, ale odradzała próby zabrania go. Podobno uparł się jak troll i za nic nie da sobie czegokolwiek wytłumaczyć.
Walburga pokiwała wolno głową, otarła łzy z policzków i uniosła głowę. Orion spojrzał na młodszego syna, wreszcie poprosił, żeby usiadł na sofie. Regulus był zaskoczony, nigdy nie wprowadzano go w interesy taty, a wydawało mu się, że to o tym chce mówić.
– Wziąłem świstoklika do Hiszpanii, musiałem omówić z Samarą niecierpiące zwłoki kwestie. Po tym, jak ten charłak zasiadł na tronie, nie mają zamiaru mieszać się w wewnętrzne sprawy Anglii. Uważają, że coś takiego sprowokowałoby czarodziejów z innych krajów do wszczęcia jakichś akcji przeciwko nim, a na to nie mogą sobie jeszcze pozwolić. Na razie muszą ugruntować swoją pozycję i zdobyć zaufanie zarówno czarodziejów jak i mugoli.
– Nie poprą Czarnego Pana – stwierdziła Walburga, kiwając głową. – Jest tak, jak myślałeś. Co teraz? Skoro nie zamierzają poprzeć go otwarcie, pokuszą się o nieoficjalne wsparcie?
– Nie. Samara jest przeciwna jakiejkolwiek ingerencji.
– A stary Meadowes? Popiera żonę? Bo rozumiem, że Lascar nie ma zamiaru opowiedzieć się przeciwko Samarze.
– Lascar nie przyjmuje wszystkiego tak bezrefleksyjnie, jak wszyscy uważają. Po prostu w tej kwestii oboje z Samarą są zgodni. Meadowsowie przenieśli się tutaj, ale również nie są przekonani do sprawy Czarnego Pana.
Walburga skinęła głową, a milczący Regulus przysłuchiwał się uważnie rozmowie rodziców.
– Nie chcą go poprzeć ze względu na jego pochodzenie. Sam nie jest czystej krwi, nie ma go w żadnych wpisach, zastanawiają się, czy może jest tylko kimś z przerostem ambicji. To oraz Dumbledore.
– Dyrektor Dumbledore? – wyrwało się Regulusowi.
– Nie kto inny – potwierdził Orion. – Po tym, co wyprawiał Grindelwald, po tym, jak Dumbledore go pokonał, nikt nie stanie chętnie przeciwko niemu. Nikt nie chce powtórki z tego, co się wtedy działo, a w dodatku mają nam za złe, że Dumbledore tak długo nie zrobił nic. Czekał całymi latami, aż wreszcie został niejako zmuszony do podjęcia radykalnych działań. Nawet wśród nas, czystokrwistych, tworzą się obozy. Na razie trwa cisza, ale nie potrwa to długo, obie strony gromadzą sojuszników, a nas nie stać na to, żeby wciąż tylko słowem popierać Czarnego Pana. Chcą od nas dowodu lojalności.
– Jak śmią czegokolwiek żądać? – oburzyła się Walburga.
– Nikt nie powie ci tego głośno, ale zdobyli jakąś broń, jakiś rodzaj przewagi i przez to stali się pewniejsi siebie.
– Kiedy z nimi rozmawiałeś?
– Przed chwilą. Namierzyli mnie tuż po tym, jak wróciłem do Anglii.
– Czego chcą? Pieniędzy? Kontaktów?
– Naszego syna. Uparli się na Syriusza, ale kategorycznie im odmówiłem. W tej chwili nie ma to już znaczenia, uciekł, więc oficjalnie się go wyprzemy. Dorea się nim zaopiekuje. Tak będzie najlepiej.
– Co ty mówisz, tato?! Jak to najlepiej?! On nie wróci sam z siebie, a ty chcesz tak po prostu pozwolić mu odejść. Stracimy go! – Regulus wpatrywał się w ojca z niedowierzaniem, aż wreszcie zapytał: – Mnie też byś zostawił?
Walburga chciała coś powiedzieć, ale Orion położył jej dłoń na ramieniu, uspokajając żonę. Wciąż był zmęczony po wyjeździe, ale w jego oczach błyszczała zimna determinacja. Regulus znał to spojrzenie – wiedział, że tata przekalkulował wszystkie zyski i straty, że podjął decyzję, od której nie ma odwołania. Nie rozumiał jednak, dlaczego właśnie taką, oraz miał mu to za złe.
– Nie bądź śmieszny, Regulusie – stwierdził Orion, jego cichy głos świstał niczym bicz. – Staram się, żeby w czasach, jakie nadejdą, przynajmniej jeden z was stał po zwycięskiej stronie. Kiedy to wszystko już się skończy, pomożecie sobie nawzajem, ale teraz musisz zachowywać się jak na dziedzica rodu Blacków przystało.
Wtedy uderzyły go słowa ojca. Regulusa wychowywano w przekonaniu, że to Syriusz pewnego dnia przejmie rolę taty – to nigdy nie miał być młodszy syn, bo coś takiego oznaczało, że z jakichś powodów starszy nie może pełnić tej funkcji. Regulus nie życzył bratu niczego złego, nie chciał też odpowiedzialności, jaką niosła za sobą pozycja dziedzica.
Jak mogłeś mnie zostawić?!, chciał zawyć, utrzymanie obojętnej miny zdawało się kosztować całą jego energię, ale Blackom nie wolno okazywać słabości.
Sztywno pokiwał głową, pytając:
– Czego ode mnie chcą? Mam zostać jednym z nich? Śmierciożercą?
– Tak – odparł ojciec. – Masz mieć oczy szeroko otwarte. Pamiętaj, kim jesteś i nie zawiedź nas.
– Czy kiedykolwiek to zrobiłem?
– Nigdy – odpowiedziała matka, wstała i uściskała go.
W ciepłych objęciach matki Regulus przypomniał sobie Hogwart i tajemnicze spotkania, na które ciągała ich łączniczka. Nie wolno im było mówić o niej głośno, nie wyjawiła, skąd zawsze umiała powiedzieć, gdzie powinna się pojawić, ale to Ciri przekazywała im informacje. Regulus pytał ją o tę dziwną kobietę z blizną, ale nie chciała nic o niej powiedzieć. Zarzekała się, że lepiej, aby nie wiedział i nigdy nie musiał się dowiedzieć. Na spotkaniach, na które ich zapraszała, spotykali się ze śmierciożercą, który opowiadał im o celach Czarnego Pana, zachęcał do wstąpienia do jego szeregów po ukończeniu Hogwartu, mamił obietnicą życia w prawdziwie wolnym świecie… Ale rozmawiali w ciemnym pomieszczeniu bez okien, wilgoć wdzierała się do środka, mchy porastały zimne, kamienne ściany, a jedynym źródłem światła była magiczna kula jasności zawieszona nad ich głowami. Z mroku wydobywała niewielką kupkę kości i wijący się na dłoni znak – wąż wychodzący z ust czaszki. Nic z tego nie przypominało dumnej organizacji, jaką mieli tworzyć.
– Więc postanowione – powiedział Orion, wstając.
~*~
 Przed południem Regulus wybrał się z zapowiedzianą wizytą do Meadowesów. Tata chciał, żeby dowiedział się możliwie dużo o nastrojach, jakie panowały w ich domu.
Meadowsowie pochodzili z Francji, jednak od zawsze silne więzy łączył ich z angielskimi rodami czystej krwi, a ponadto dwa pokolenia temu Jean-Jacques Meadowes poślubił Samarę de Gongora y Argote, siostrę jednej z najważniejszych hiszpańskich familii. Od lat szeptano, że Lascar nie jest już w stanie sprawować funkcji głowy rodu, a szczególnie krzywo spoglądano na jego żonę oraz przybranego syna półkrwi. Choć Reverte robili wszystko, by uchodzić za następców Lascara, wielu czarodziejów chętniej oglądałoby któregoś z synów Samary w tej roli. Jednak w ostatnim pokoleniu jedynie starszy z Meadowsów miał synów – Saggitariusa oraz Corvusa – młodszy, Taurus, spłodził tylko dwie córki – Doradę oraz Cirianę, a jego żoną była Aurelia Malfoy, młodsza siostra Abraxasa. Sprawę komplikował fakt, że Jean-Jacques zadecydował o przeniesieniu się rodziny do Anglii z nieznanych nikomu pobudek. We Francji pozycja Meadowesów była ugruntowana wieloma pokoleniami, w Anglii musieli zaczynać od nowa powolne budowanie sieci powiązań oraz wpływów. W dodatku wyspy brytyjskie znajdowały się dalej od półwyspu iberyjskiego i Hiszpanii, gdzie wówczas trwała wojna domowa, w którą wplątali się czarodzieje. Sprawa hiszpańskiej sukcesji pozostawała więc otwarta.
Regulus nie miał większej ochoty na spotkanie, kiedy większością jego rozmówczyń miały być kobiety. Saggitarius był od niego starszy ponad dziesięć lat, a Corvi zwykł znikać z Izabelą na całe dnie. Regulus prychnął pod nosem, ponownie przypominając sobie lato w Hiszpanii.
Przynajmniej komuś się udało, pomyślał, gdy otoczyły go szmaragdowe płomienie.
Kiedy znalazł się po drugiej stronie, otrzepał szatę i wyszedł na leżący przed kominkiem popielaty dywan.
– Witaj – powiedziała, ku jego zdumieniu, Ciriana.
Nie spodziewał się, że to ona go przywita. Zwyczaj ten należał do najstarszego męskiego domownika i rzadko zajmowały się tym kobiety. Musiało to oznaczać, że wszyscy mężczyźni gdzieś wyjechali, a to z kolei budziło kolejne pytania. Nim zdążył zapytać, czemu zawdzięcza to powitanie, Ciri podeszła do niego i powiedziała:
– Mam nadzieję, że nie weźmiesz za złe mojej rodzinie, że to ja cię witam.
Ciriana uśmiechała się do niego, ale Regulus zbyt dobrze ją znał – wiedział, że nie jest z nim szczera. Nie tak, jak kiedyś, właściwie miał wrażenie, że taiła coś przed nim już od długiego czasu. Był jednak zbyt dobrze wychowany, by dopytywać, uznał, że powie mu wszystko, gdy nadejdzie odpowiednia pora. Odwzajemnił więc uśmiech.
Poprowadziła go przestronnym korytarzem wyłożonym jasnym kamieniem przez ogromne lśniące bielą schody wprost na piętro. Skręcili kilkakrotnie, mijając po drodze wiele zamkniętych drzwi, a świece zapalały się, gdy tylko znajdowali się w pobliżu i gasły, gdy odchodzili. Wreszcie znaleźli się w przestronnym pokoju gościnnym, gdzie stał fortepian, a na podłodze wylegiwał się szary kot. Przepasany obdartą opaską skrzat właśnie kończył nakrywać na szklanym stoliku i ukłonił się, zauważywszy panią. Ciriana dłonią nakazała skrzatowi odejść.
– Proszę, usiądź – powiedziała, wskazując mu miejsce.
Regulus przysiadł na cudownie miękkim kremowym fotelu. Na stoliku w wazonie stały białe lilie, których intensywny zapach zdawał się wypełniać całe pomieszczenie. Ciriana przysiadła na wprost niego i dopiero teraz dostrzegł, że wydaje mu się nieco blada. Możliwe, że powinien złożyć to na karb jej ciemnej szaty, ale nie był przekonany.
– Corvus oraz Izabela powinni niedługo wrócić – powiedziała, przerywając ciszę.
– Mam nadzieję, że mają się dobrze.
– Jak najbardziej.
– Wtedy w Hiszpanii wszyscy świetnie się bawiliśmy, prawda?
Ciriana uśmiechnęła się, a w jej piwnych oczach zalśniły iskierki zupełnie jak dawniej.
– Tak – przyznała, a po chwili dodała: – Szkoda, że nie możemy wrócić do tego, co było.
– Szkoda. – Myśli o bracie uparcie znów wypłynęły na wierzch, choć zależało mu, żeby pozostały głęboko ukryte. Nikt jeszcze nie wiedział o ucieczce Syriusza, rodzice uznali, że zasługują na dzień spokoju. – Odwiedziliście może ostatnio Hiszpanię?
– Odwiedzaliśmy babcię. Wuj Lascar nie czuje się dobrze ostatnimi laty, więc babcia większość czasu spędza z nim, w Hiszpanii – odparła zręcznie.
Nie chcesz powiedzieć mi niczego, co potwierdzałoby, czemu Gorgona jest tak dobrze poinformowana, choć to przecież oczywiste. To dziwne. Meadowsowie dość jasno opowiadają się po stronie Czarnego Pana – przecież to ty zapoznałaś nas z łączniczką, choć prędzej podejrzewałbym o to Doradę. Chyba że wszystko to tylko słowa i nic więcej nie zamierzacie mu dać.
Usłyszał kroki oraz śmiechy, a wkrótce w drzwiach pojawili się Corvus, Izabela oraz Dorcas. Regulus nie spodziewał się spotkać tutaj starszej siostry Corviego, pamiętał, że dziewczyna podjęła niezwykle wyczerpujący kurs aurorski. Teoretycznie mogła właśnie wypoczywać, ale wyglądało mu to raczej na pilnowanie brata i jego dziewczyny.
– Reg! – ucieszył się Corvi na jego widok. – Świetnie, że już jesteś.
Corvus Meadowes znacznie się zmienił przez ostatnie kilka miesięcy – wyrósł i przerastał teraz Regulusa o głowę, jego ramiona stały się szersze pewnie przez dodatkowe treningi, głos wydawał się głębszy, nieco zachrypnięty, ale modre oczy spoglądały równie przyjaźnie jak zawsze, co Regulus przywitał z ulgą. Corvi podszedł do Regulusa z wyciągniętą dłonią i potrząsnął nią energicznie.
– Czołem, przyjacielu. Nie zabrałeś ze sobą brata?
– Corvi, daj spokój… – wtrąciła Izabela Reverte, spoglądając niespokojnie na Ciri.
– Nie zaszkodziło zapytać – odpowiedział, wzruszywszy ramionami, a po chwili dodał ciszej: – Dalej uważam, że byli całkiem dobraną parą.
Izabela uderzyła go lekko w ramię, ale nie przejął się tym zbytnio. Oboje dosiedli się do stolika Regulusa oraz Ciri. Dorcas pozostała nieco z tyłu, a jej włosy zmieniły kolor na naturalną czerń, zaraz też zbyła ich, tłumacząc, że powinna już iść, choć Regulus był przekonany, że zwyczajnie nie chciała im przeszkadzać.
– Masz może ochotę zobaczyć nasze konie? – zapytał Corvi. – Zapewniam cię, że takich jeszcze nie widziałeś. Ojciec kupił je niedawno, wciąż jeszcze uczymy się jeździć, więc nie zaproponuję ci przejażdżki, ale uważam, że odmówienie byłoby błędem.
– Jasne, czemu nie?
– Więc załatwione. Ciri, chodź, przygotujemy wszystko – Corvi wyciągnął do dziewczyny rękę. – No,  nie daj się prosić, wiem, że je uwielbiasz.
Ciriana wstała i po raz pierwszy tego dnia uśmiechnęła się szczerze. Regulus został sam z Izabelą, co sprawiło, że czuł się niezręcznie.
Izabela Reverte zawsze pozostawała w cieniu siostry, uchodząc za nieśmiałą. Wiecznie cicha oraz spokojna raczej unikała kłopotów, które generowała Margarita, jednak zawsze brała stronę siostry. Regulus nie potrafił powiedzieć, co Izabela myślała, ani nawet jaką osobą tak naprawdę była – wydawała się zagadką, którą niebywale ciężko rozwiązać.
– Corvi ci ufa – powiedziała i Regulus dopiero teraz zdał sobie sprawę, że przez cały czas musiała nasłuchiwać oddalających się kroków.
– Jest moim przyjacielem, a przyjaciele sobie ufają.
– Ale nie powiedziałeś mu o twoim bracie.
Regulus poczuł, jak oblewał go zimny pot, nie spodziewał się, że ktokolwiek dowiedział się już o ucieczce Syriusza. Mógł udawać, że nie wie, do czego pije Izabela, ale doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że nic w ten sposób nie osiągnie.
– Mimo to wierzę jego słowu, choć nie zamierzam ci ufać – kontynuowała. – Jak rozumiem, twoja rodzina już zadecydowała w jego sprawie. Ojciec oraz wuj również poczynili pewne przygotowania, ale oboje dobrze wiemy, że właściwie nie mamy wyboru.
Regulus pokiwał głową. Naturalnym wyborem dla starych rodów czystej krwi wydawała się strona Czarnego Pana. Mimo to większość wypowiadała się na ten temat z rezerwą. Zbyt byli dumni, by pozwolić komuś wzniecić powstanie za ideały, które wyznawali. Zupełnie co innego, gdyby zrobił to ktoś z nich.
– Z nią jest coś nie tak – powiedział Regulus. – I Corvi to wie, dlatego zostawił nas samych.
– Tak.
– Ile udało wam się dowiedzieć?
– Niewiele. Nie chce nam niczego powiedzieć, ale wydaje nam się, że ma kłopoty.
– I uważacie, że szybciej wygada się mnie niż rodzinie?
– Czasami łatwiej zwierzyć się przyjacielowi. Tak przynajmniej uważa Corvi.
– Przecież jesteś jej przyjaciółką. Ty, Margarita…
Izabela skrzywiła się na wspomnienie o siostrze, co nie uszło uwadze Regulusa.
– Już jesteśmy z powrotem – powiedział Corvi, który właśnie pojawił się w drzwiach. – Chodźcie!
Izabela wstała, więc Regulus nie miał wyboru i podążył za nią.
~*~
 Do domu wrócił późnym wieczorem i od razu powitały go krzyki. Na początku przeszło mu przez myśl, że może Syriusz postanowił wrócić, jednak głos, który odpowiadał mamie, nie mógł należeć do jego brata.
– Stworku, co się dzieje? – zapytał skrzata, który kulił się w kącie, tuląc do siebie uszy.
– Pani zabroniła podsłuchiwać – wyszeptał, zwijając się w kłębek na podłodze.
– Nie będziesz podsłuchiwał, po prostu odpowiesz mi na pytanie. – Położył dłoń na wątłym ramieniu skrzata, a ten spojrzał na niego wielkimi wyłupiastymi oczyma.
– Przyszedł pan Alfard. Pani się zdenerwowała i zaczęła krzyczeć. Zabroniła Stworkowi opuszczać kuchnię, ale Stworek nie może podsłuchiwać…
– Idź do swojego pomieszczenia, już dobrze.
Stworek spojrzał na niego z wdzięcznością i posłusznie odszedł. Tymczasem Regulus zbliżył się do zamkniętych drzwi, uchylając je delikatnie. Teraz bez problemu mógł rozróżnić słowa, które wcześniej zlewały mu się we wrzaskach.
– Po co tu wróciłeś?! Wystarczy, że przez ciebie straciłam jednego syna!
– Ciągle to powtarzasz, ale dalej nie wiem, o co chodzi!
– Nie wiesz?! – wrzasnęła piskliwie Walburga, żyłka wściekle pulsowała na szyi. – Nie wiesz?! Pieprzony sukinsynu, jak śmiesz nie wiedzieć?!
– Przez cały czas na mnie wrzeszczysz! Gdybyś się zamknęła i powiedziała mi wreszcie, o co się tak pieklisz…
– O twój przeklęty list, draniu! Zobaczył go!
– Nie chciałem…
– Mam wrażenie, że to przekleństwo prócz blizny zostawiło ci jeszcze ubytek w mózgu! Nie wiesz już, do czego służy magia?! Takie rzeczy się zaklina!
– Nie martw się, zostało mi już tylko kilka miesięcy. Już niedługo przestaniesz się ze mną użerać. I nie próbuj zwalić wszystkiego na mnie, to był list do ciebie, a ty zostawiałaś go na wierzchu.
Regulus przysłuchiwał się z niedowierzaniem. Nigdy nie rozmawiali o bliźnie wuja, ale zawsze wydawało mu się, że to tylko pamiątka po pojedynku, nie przypuszczał, że to pozostałość po czarnoksięskim zaklęciu.
– Ja… mama wysłała Patronusa, że ojciec miał zapaść. Alfard, proszę… – Wyciągnęła do niego dłoń, chcąc go zatrzymać, ale odtrącił ją.
– Nie. Chcę być sam.
Trzasnęły drzwi i Alfard Black opuścił Grimmauld Place.
Regulus wyszedł, szerzej otworzył drzwi kuchni, podszedł do matki i objął ją. Pozwolił, żeby wtuliła się w niego jak jeszcze rankiem w ojca. Nie płakała – może chciała być silna, a może zwyczajnie nie miała już łez.
Zapadał zmrok, lecz tej nocy chmury przysłoniły gwiazdy.

32 komentarze:

  1. Widzę, że nie musiałam długo czekać na nowy rozdział:D. Szablon mi się podoba, choć jakby to powiedzieć jest taki nowoczesny czy coś, przynajmniej sprawia takie wrażenie, a może raczej taki po prostu bardzo przejrzysty? Mam trudności w określeniu go. Niemniej jednak nagłówek taki trochę artystyczny, nie sprawia takiego wrażenia zdjęcia, a raczej malunku. Pamiętam, że jak pierwszy raz do Ciebie wpadłam to miałaś chyba różowy szablon albo właśnie fioletowy. No dobra, już przechodzę do komentarza treści :D.
    Nie spodziewałam się rozdziału poświęconego głównie rodu Blackowi, ale w sumie dobrze dowiedzieć się, co też u nich piszczy. Aczkolwiek wolę zdecydowanie opisy któregoś z tej głównej hm... piątki ;p. Jakoś tutaj za bardzo czuć to wyrafinowanie. Ciężko w ogóle określić kto tu kogo lubi. Tylko Corvus wydaje się taki szczery. Mam jeszcze pytanie odnośnie sytuacji, gdzie Izabela zostaje z Regulusem i mówi:"z nią jest coś nie tak"... chodzi o Ciri? Dziwnie trochę zabrzmiał ten fragment. Regulus chyba też czuje się taki nieco nieśmiały bez brata, ale dużo śmielszy niż Izabela. Chociaż może po prostu widać jego zmartwienie, że brat opuścił ich rodzinę. Moim zdaniem trudno jest być jedynakiem, a Regulus trochę nim teraz jest. Co prawda dopiero tylko kilka chwil, ale jednak wie, że tak zostanie. To przykre, że rodzice wolą jakąś osobę od własnego syna... Bo to wcale nie wygląda tak, że to jest dla jego dobra, to tak jakby go wcale nie kochali. No albo są po protu głupi, ale tego nigdy nie zrozumieją. Na miejscu Regulusa już nie czułabym się tak bezpieczna z rodzicami. Co więcej chyba postarałabym się pójść w ślady Syriusza. Chociaż on ma trudniej. W jego towarzystwie nie ma kogoś takiego, kto by nie był jak "Blackowie", więc pewnie również nie przyjęliby go pod swój dach. A więc jednak to jakiś inny list... tylko co w nim było? I czemu sprawił takie wrażenie, że Syriusz wziął to za coś innego? A może zobaczył zupełnie inny list? Czy to tylko jego przypuszczenia, że na tamtym malował się napis Durmstrangu? Chyba tak... no to faktycznie trochę pochopnie ocenił sytuację. Jednak co było w tym liście? *ciekawska*

    Pozdrawiam i na razie nie oddaje głosu w sondzie. Jeszcze się zastanowię :). Bo teraz oddałabym go na Petera za te cudowne przyrównania do jedzenia :D. A ostatnio trochę nie było o głównych bohaterach, więc muszę się jeszcze zastanowić czy to na niego oddać mój cenny głos :D

    "Stworek wrócił do kuchni i, jakby nigdy nic!, zajął się przygotowywaniem śniadania, pogwizdując przy tym wesoło." --> czy tam powinien być ten wykrzyknik?;>

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miałam kiedyś różowy szablon? O.o Ten już kiedyś wisiał, ale później go zdjęłam (pewnie dlatego, że w zimę wolę mieć cieplejsze barwy na blogu xD). Dobrze, że jest przejrzysty ;).
      Głównej piątki? Zaliczyłaś Cannie, choć nie jest POV-em? xD Och, dziękuję ci bardzo! O taki efekt mi chodziło, a nie byłam pewna, czy wyszło ;). Tak, chodziło o Ciri.
      Ojej, widzę, że Walburga i Orion sobie nagrabili u ciebie. No to tutaj miałam na myśli zupełnie coś innego, nie poszło zbyt dobrze :(. Regulus jest trochę przytłoczony i zagubionym w tym, co się stało. To nie tak, że rodzice wolą kogoś zamiast Syriusza, oni po prostu nie widzą dobrego wyjścia (zabranie Syriusza siłą nie jest najlepszym pomysłem, a na razie jest na nich zły i zwyczajnie by nie chciał wrócić).
      Kurka, wydawało mi się dość czytelne, co było w liście... No nic, postaram się to naświetlić w przyszłym rozdziale. Przez cały czas mowa o tym samym liście ;).

      Następny idzie James z oczywistych względów :D. No i wracamy do Huncwotów, starczy opowiadania o innych sprawach. Musisz przemyśleć, kto zasłużył na twój głos :D.

      Tak, powinien.

      Pozdrawiam ;)

      Usuń
    2. Ach czyli jednak nie strzeliłabym gafy, mówiąc że ten szablon już był :D. Właśnie nie pamiętałam tego poprzedniego(jeszcze poprzedniego), bo bardzo mi przypominał ten i już wiem dlaczego xD.
      No przyznam, że nie do końca wiem, co było w liście, jakoś mało domyślna jestem :(.
      Tak, specjalnie ją tam wcisnęłam do piątki, należy jej się ;P.

      Usuń
  2. Cześć, witam, dobry wieczór? E, nieważne. Ważne jest Twoje opowiadanie, które jakiś czas temu skończyłam czytać, ale na komentarz zebrało mi się dopiero gdy dodałaś nowy rozdział. (Och jak fantastycznie, mógłby codziennie pojawiać się nowy jak dla mnie - wiem - niewykonalne, ale wiedz co sądzę.)
    Co do całego opowiadania, nie chcę Cię zanudzić, pewnie masz dość opinii, ale mimo wszystko chciałabym się troszkę podzielić odczuciami na temat tego ff. A odczucia w większości są wspaniałe! Powiało świeżością, zamysłem i oryginalnością. Tyle już się blogów naczytałam o Huncwotach, w większości żałowałam, że w ogóle się za nie brałam, w mniejszości, ale jednak, były też takie, które mi się bardzo podobały, mimo że nie były jakoś bardzo oryginalne - głównie oklepana Evans i oklepany Potter. Czytając Twoje opowiadanie - jakbym czytała książkę. Tyle postaci, tyle opisów, większość przemyślane i nie rzucone w kąt po kilku rozdziałach, tak mało Evans, tak dużo Huncwotów, tak dużo wątków - rzec by można, że jestem w raju ;D Już sama chwała Ci za to, że nie ma Syriusza zakochanego w Dorcas Meadowes bo tym już wymiotuję na miejscu. No ale żeby się nie pogubić to po kolei:
    - Dużo Huncwotów, dużo psot, dużo śmiechu i co najważniejsze u Ciebie lubię każdego Huncwota - również, a może zwłaszcza, Petera! Jak dobrze czytać, że kiedyś rzeczywiście był prawdziwym przyjacielem, a co potem się stało to już powolny wątek schodzenia na ... nie obrażajmy Łapy ^^
    - Pięknie opisane odczucia bohaterów, Remusa i Syriusza zwłaszcza, to jak Remus patrzy na swoich przyjaciół, że rozumie więź Jamesa i Syriusza i nie jest zazdrosny. James trochę dziecinny mi się wydaje chyba najdziecinniejszy z całej czwórki, ale wybaczam bo to w końcu Potter i jeszcze czas na to, żeby cała czwórka wydoroślała.

    (zaraz komentarza ciąg dalszy bo mi nie chce całego zmieścić xD)

    ~Ann-Marie

    OdpowiedzUsuń
  3. - Wątek Syriusza i jego kontakty z rodziną i w końcu ucieczka jednocześnie mi się nie podobały i podobały. Podobały bo ciekawie opisane, nieoklepane. Orion i Walburga są ludzcy, nawet było mi ich żal i polubiłam ich i tu jest ten moment kiedy mi się nie podobało. Cięzko mi ich nie lubić tak w ogóle, kiedy nie są wcale tacy okropni - a Syriusz od nich ucieka. Spodziewałabym się jakiejś większej kłótni i użycia różdżek, tymczasem Syriusz ma całe dnie wolne, włóczy się gdzie chce - ok suszą mu o to głowę i marudzą i zabraniają jechać do Jamesa, ale to jest do przeżycia, wszyscy rodzice denerwowali by się za takie zachowanie i olewanie ich. Zakazy i nakazy co innego, ale mimo wszystko nie miał wcale tak źle. Dlatego troszkę spadł mi rating jego postaci - tak jak mu Nott powiedział, łatwiej uciec niż zostać. Regulusa mi żal, że został sam, ale jemu też zarzuce, że nawet nie stara się poznać przyjaciół Syriusza - myślę, że nie mieli by wiele przeciwko niemu - a Syriuszowi wymawia, że się od niego odcina.
    - Wątek z wampirem naprawdę mega ;D Polubiłam Aikena, mam nadzieję, że jeszcze go zobaczymy!
    - A ten poprzedni wątek z Necho, tez bardzo ciekawy, zwłaszcza z tym, że Huncwoci wcale nie są nieomylni - chociaż czas jeszcze pokaże co tam dalej się będzie działo. Muszę wspominać, że mnie cos trafia, że dalej nie wiem kto zatrzymał łódki i co się stało z Aikenem? Umiesz budować tajemnice i niedopowiedzenia i to bardzo.
    - Teraz chyba moja ulubiona część: Canicula White! Moja zdecydowanie ulubiona postać, nadaje świeżości, powiewu "dziewczyństwa" (tak zdecydowanie potrzeba damskiej bohaterki!) i jest urocza i zabawna. I taka troszkę chłopczyca mi się wydaje, ale takie postacie uwielbiam. Smutno mi tylko, że jej tak mało w tym opowiadaniu - ja wiem Huncwoci i te sprawy, ale mimo wszystko! Chciałabym więcej Cannie i Szczoty (zarąbiste imię!), więcej jej wątków. A no i sciekła jestem, że łazi z tym Caradociem bo od początku opowiadania marzyło mi się żeby była z Remusem, ale musiałaby poznać jego futerkowy sekret. No ale proszę, jak wampir jej nie straszny to czym jest taki słodki wilkołaczek? ^^ Tak czy siak, jakoś mi pasowali od początku razem, a jak okazało się, że Remus się w niej zauroczył to już w ogóle. Przydałaby mu się taka miła, pełna energii dziewczyna, która by go zrozumiała i tez rozruszała co by się tak wszystkim nie przejmował ;)
    Podsumowując - domagam się więcej Cannie i Remusa, najlepiej razem! (Tak wiem, domagać to ja się zawsze mogę z co masz w planach to i tak napiszesz :)) W każdym razie dziękuję za wspaniałą lekturę i czekam niecierpliwie na ciąg dalszy! Życzę dużo czasu i pozdrawiam!

    ~Ann-Marie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O widzę, że nie tylko ja tutaj lubię Petera :D. U mnie gównie zaplusował tą miłością do jedzenia i tymi pięknymi porównaniami do niego ;p. Za to co do Cannie to ja nie mam takiego wrażenia, że jest chłopczycą. Jedynie koleguje się z chłopakami bardziej, ale to tyle bym zauważyła, a to jeszcze nie daje mi powodu aby ją tak nazywać

      Usuń
    2. napisałam, że tak mi się troszkę wydaje chłopczyca (może właśnie dlatego, że wywija kawały z chłopakami i ogólnie nie jest typową dziewczyną), wiadomo każdy inaczej wyobraża sobie postaci, no a dziewczęca i w ogóle też jest na pewno co widać chociażby z jej opisu z perspektywy Lily ;) tak czy siak <3 <3 <3

      ~Ann-Marie

      Usuń
    3. Racja, nieważne :P (ale akurat dobry wieczór). Nie no w dzień to za nic nie skończyłabym pisać rozdziału, a gdzie tu jeszcze betowanie xD.
      Nigdy dość opinii! No i każda jest inna, równie cenna. Nieskromnie powiem, że starałam się, żeby było na tyle oryginalnie, na ile się da przy Huncach ;).
      - Peter jest – dla mnie – bardzo dobrą postacią do prowadzenia właśnie ze względu na to jego przejście (no tak, miałyśmy nie obrażać Syriusza :P). A w nadchodzących rozdziałach, kiedy już skończy się prymat Syriusza po ucieczce, to Peter będzie przejmował pałeczkę.
      - Tak, też myślę, że James pozostał tym najbardziej dziecinnym i wielu sprawach najmniej spostrzegawczym (co naprawdę przeszkadza przy narracji!). Na przełomie szóstego i siódmego roku zafunduję im kopa, który powinien zmusić ich do ogarnięcia się (no, przynajmniej taki jest plan xD).
      - Dziękuję! – właśnie na taką interpretację Blacków liczyłam. Masz rację, gdyby oni wszyscy się postarali się zrozumieć, sprawy mogłyby potoczyć się inaczej (trochę jak mądry człowiek po stracie). Zanim napisałam rozdział z ucieczką Syriusza, myślałam, że różdżki faktycznie pójdą w ruch, ale kiedy już się za niego zabrałam, jakoś nie pasowały.
      - Ojej, nawet nie wiesz, jak mi miło, bo przywiązałam się do Charliego :D. W ogóle, kiedy piąty rok Hunców dobiegał końca, ważyły się jego losy, bo nie byłam pewna, czy go zachować. Aiken wróci, ale pewnie do tego czasu wszyscy o nim zapomną, bo to bardzo odległa przyszłość.
      - Czy umiem, się niedługo okaże, bo czas najwyższy coś powyjaśniać (to znaczy łódki, a to powinno w pewnym sensie wpłynąć na sugerowanie wam co z Aikenem) :P.
      - Mam wrażenie, że wszyscy widzą Cannie i Remusa razem! I zupełnie nie wiem, jak to się stało, ale wiem, że kiedyś ktoś mnie za nich zje. Cannie pojawi się w przyszłym rozdziale i, zdaje mi się, że w następnym też.
      Ach, już i tak się podłamałam co do nich, więc można się domagać ;). To ja dziękuję za tak budujący komentarz :D.
      Pozdrawiam ;)

      Usuń
  4. Dziękuję, dziękuję i jeszcze raz dziękuję że napisałaś tego posta. Po przeczytaniu go i "Ucieczki Huncwota" zobaczyłam rodziców Syriusza (a w szczególności matkę) w zupełnie innym świetle. Wcześniej byłam przekonana że jedynym uczuciem matki Syriusza jest złość, teraz zobaczyłam że jednak nie jest taka koszmarna jak mi się wydawało. Podobała mi się również twoja wizja Regulusa po tym wszystkim. Nigdy się jakoś tak głębiej nie zastanawiałam co się z nim stało i jak się czuł po tym wszystkim. Zawsze głównie myślałam o tym co się potem stało z wściekłym i smutnym Syriuszem. I po przeczytaniu tego opowiadania nie było mi już żal tylko Łapy, bo dostrzegłam że reszta przeżywała to jeszcze gorzej. Po przeczytaniu tego opowiadania całkowicie inaczej myślę o Blackach. Dziękuję i mam nadzieję że zrozumiałaś moją plątaninę słów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jaka tam plątanina? xD
      Bardzo zależało mi na tym, żeby bohaterowie byli bardziej ludzcy, żeby trudno było winić jedna osobę za to, co się stało. I tak, masz rację – tutaj każdy oberwał mniej lub bardziej. Jest mi niesamowicie miło, że przez to opowiadanie trochę inaczej patrzysz na kanonicznych bohaterów, chyba trudno o większy komplement :D.
      Pozdrawiam ;)

      Usuń
  5. Shame on me. Przeczytałam ten rozdział jak jeszcze komciów pod nim nie było i co zrobiłam? Nie zostawiłam własnego! I teraz jestem ostatnia.
    A to przecież rozdział o Blackach! Jak mogłam to zrobić? Jak mogłam być taka okropna? Doctor Who totalnie zawrócił mi w głowie. W sumie czuję się usprawiedliwiona...
    Przechodząc jednak do rzeczy – czy ty widzisz te krokodyle łzy płynące po mojej twarzy i tę kałużę, w której się topię? Zaznaczyłam w sondzie, że loffciam Syriusza, ale gdybym wybierała jeszcze raz, figę z makiem by dostał. Przecież to wszystko dla niego, tak się starali, by Czary Pan go nie dostał, cały misterny plan poszedł z pi#du... A najbardziej w tym szkoda Regusia, który dostał po dupie za swojego okropnego brata i trochę mam żal do Oriona, że chętniej oddał młodszego syna, chociaż to dalej jego dziecko i powinien powiedzieć „takiego wała dostaniesz krew z mojej krwi!”. Orion mnie zawiódł i w tym wszystkim najbardziej cierpi Walburga, która właśnie straciła pierworodnego syna.
    Przechodząc do drugiej części rozdziału: mam niepokojące wrażenie, że Ciri jest w niezłej dupie teraz i musi grać najlepiej jak umie, by wyjść z niej obronną ręką, ale to tylko takie moje przypuszczenia, bo w sumie jej zachowanie naprawdę było podejrzane. Zaskoczyła mnie za to Izabela, która nie wiadomo skąd miała takie informacje i przekazała je Regulusowi, jakby chciała mu pokazać, że ich mały, Blackowski sekret nie jest już ich. To było wredne, niczym wyśmiewanie się. Totalnie not approve it!
    No i... trochę sztywno było. Nie trochę, bardzo. To dalej są nastolatkowie, ciężko uwierzyć w to, że tak bardzo przestrzegają etykiety, że nie mają potrzeby się trochę wyluzować przynajmniej w swoim towarzystwie. Martwiące jest ich zachowanie. Oprócz Corvusa, ale on się po prostu ie liczy. To dziecko oderwane od rzeczywistości.
    I ostatnia scena, w której Alphard mówi siostrze, że nie zostało mu wiele czasu... ja chyba ominęłam część, gdy coś mu się stało, bo totalnie tego nie pamiętam. Kiedy to było? Mniejsza o większość, ważne, że Al pośrednio doprowadził do ucieczki Syriusza i Walburga ma prawo być zła, a on tutaj tanią kartą przetargową, że w sumie yolo, bo on już umiera. No nie... tak się nie bawimy!
    Ogólna ocena: bardzo mi się podobało, jestem mocny team Reg teraz i kibicuję mu gorąco. Syriusz podszedł w odstawkę, sorry. Przeczytałam powyższe komentarze, więc wiem, że szykuje się POV Jima. Zobaczymy, co on przyniesie (no bo Dorea zdaje się mieć tajne porozumienie z Walburgą, coś musi z tego wyniknąć). Ogromnie czekam na nowy rozdział.
    Pozdrawiam, Niah.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To ostateczna decyzja – Regulus wygrał w sondzie z Syriuszem. Wynik zmieniony. Koniec świata.

      Pozdrawiam, Niah.

      Usuń
    2. Znam ten ból i dlatego staram się tak nie robić (i dlatego ciągle się ostatnio gubię w komcianiu).
      Nie znam tego serialu i nie chcę znać! Żadnych kradziei czasu!
      No Blackowie faktycznie mają popierać Voldzia, a samym słowem już długo by się nie powykręcali, więc coś musiał dostać. A Syriusza Orion nie chciał dać, bo wiedział, że coś takiego zupełnie by się nie sprawdziło; Regulus to inna sprawa. W ogóle - pewnie nie widać :( - Orion trochę oszukuje sam siebie, że dobrze się stało, natomiast Walburga i Regulus są szczerzy i pokazują, że im źle.
      To bardzo słuszne przeczucie! :D Syriusz wpierdzielił się z walizami do Błędnego Rycerza, a to słabo służy utrzymywaniu sekretów :P. Nie to żebym usprawiedliwiała Izabelę... no, ale nie chciała się wyśmiewać - tak wyszło.
      Hm, wiem, że sztywno - co prawda miało być dla kontrastu z tym, co było wieeele rozdziałów temu i dlatego, że ostatnio nikt nie ma lekko, ale zastanawiam się, czy to nie za dużo.
      Alfardowi ostatnio nic nowego się nie stało - mowa o starej bliźnie, tej, co do której zgrywał się na Zlocie. Blackom ostatnio wybitnie nie wychodzą rozmowy (nie przyznaję się, że to moja wina!) i wszystko się rypie.
      A nie wiem, czy Reg w ogóle dostanie jeszcze rozdział, więc jeszcze się zastanów xD. Znaczy w planach nie ma, ale brałam pod uwagę taką możliwość jakby trzeba było coś niecoś wyjaśnić. (To nie tak, że Dorea ma jakieś tajne porozumienie z Walburgą, powiedziała tylko Orionowi, co się stało z uciekinierem).
      Noooo, Syriusz nie popiera (a nazbierał najwięcej głosów... chyba przekupił ludzi :P).
      Pozdrawiam ;)

      Usuń
    3. Był spóźniony komentarz, to teraz jest i spóźniona odpowiedź.

      Och, daj spokój. Doctor Who jest świetny :D Nie żałuję ani jednej minuty, którą przeznaczyłam na jego oglądanie (a właśnie skończyłam połykać trzeci sezon, który obejrzałam. Czyli szósty, bo oglądam od czwartego *logika Niah*).
      Orion nie oddałby Syriusza, bo Syriusz nie stanąłby po stronie Voldemorta i to mogłoby kosztować całą rodzinę zbyt wiele, ale z sytuacji wyszło tak, jakby Orionowi bardziej zależało na Syriuszu niż na Regulusie (co Regulus tak odczuwa) i to mnie boli, bo Reggie cierpi ;_; i czuje się gorszy. Jak ten, którego można poświęcić *nadinterpretacja mocno*.
      Ty mi napisałaś kiedyś, że źle się czuta o dzieciach, które podejmą w przyszłości złe wybory, a co ja mam Ci powiedzieć, skoro tutaj widzę młodą gwardię Śmierciożerców nie-z-wyboru? To przykre :<
      Wyśmiewała się, już jej nie usprawiedliwiaj!
      Blackom ostatnio nie wychodzi utrzymywanie się na powierzchni. Zaczęli być w tym okropnie ch#jowi, za przeproszeniem. Oto widzę przed sobą upadek znakomitego rodu i czekam tylko na huk, jaki on spowoduje.
      Trudno. Wiem, ze to dobrze oddany głos. Syriusz sobie wybitnie nie zapracował na niego i nie ma co ściemniać. A Regowi należy się rozdział w przyszłości! (np. jak będzie dołączał do Śmierciożerców czy coś. No, nie rób mi tego xD)
      Bo to wszystko te jego szare oczy, te piękne szare oczy... gra na kodach xD
      Pozdrawiam, Niah.

      Usuń
    4. Weź nie rób sobie jaj z tymi spóźnieniami... :P

      No i właśnie dlatego, że jest taki dobry, będę się trzymać od niego z daleka, bo na tym pewno można stracić tyyyle czasu (akurat tego mam znaczny deficyt D:).
      E tam, nie nadinterpretacja - prawda. Regulus faktycznie tak się czuje. Teoretycznie Orion mógłby powiedzieć wprost, dlaczego odmówił Voldkowi Syriusza, ale wydaje mi się to tłumaczeniem oczywistości (tym bardziej, że później mówi o tym, że dobrze się złożyło, że chłopaki są po różnych stronach; bo znów można powiedzieć, że Regulusa nie dałby Dumblowi, bo ten - w opinii Oriona - nie poradziłby sobie tam). Już sama nie wiem, co z tym fantem zrobić... To, że Reg czuje się gorszy znów wynika raczej ze świadomości, że jest tym zapasowym synem.
      Nooo, bo to wszystko takie smutne, dołujące i w ogóle trzeba ich wszystkich nawrócić ;).
      Dobrze, już nie będę :P.
      A huk będzie spektakularny, bo przecie wiadomo, jak się skończyło.
      Bo to zależy, czy akcja mi się ułoży, jak myślałam, czy jednak nieco coś się zmieni (wiesz, plany planami, a czasami po prostu wychodzi inaczej). Jeżeli regowy rozdział nie schrzani mi tajemnicy zbyt wcześnie, możliwe, że coś da się zrobić.

      Usuń
  6. Oj, no bo ja tak lubię sobie pomarudzić xD

    Jest świetny. Jak znajdziesz czas, rzuć wszystko inne i oglądaj Doctora Who.
    Wiesz, nawet gdyby Orion ich obu wziął na rozmowę i powiedział im, jak wygląda sytuacja i co mają robić, to i tak obaj czuliby się oddawani, bo tak jest. Orion zabrną w coś, co jego dzieci muszą teraz za niego ogarniać.
    Koniecznie! Stworzyć Ligę Obrony Uciśnionych Węży! (LOUW) Uratować ich wszystkich!
    Szykuję popcorn ;)
    Wiem, jak wyglądają plany, bo właśnie wymyśliłam taki konkretny koniec Bezruchu, który ewoluował przez ten cały czas i ryczałam nad moimi kochanymi dziećmi cały dzień ;_;
    Pozdrawiam, Niah.
    Ach, i jakbyś się totalnie zgubiła w komcianiu – u mnie cię jeszcze nie było.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No co za ciołek ze mnie, nie umiem nawet poprawnie wkleić komcia, by był w odpowiedzi xD

      Usuń
    2. Ja też (ale ostatnio faktycznie nawalam, ta sesja mnie zabije i tyle będzie, o!).

      Już mam jeden serial, który mam oglądać (chyba) pod groźbą śmierci :P. Już widzę jak kosa ścina mi głowę...
      Prawda, bo Orion tyle lat zlewał wychowanie, a teraz to się na nim mści.
      Ten skrót jest wspaniały! :D
      Ejno, weź nie mów, że tak serio kończysz Bezruch! Przecież on trwa... no, od zawsze.
      Kapnęłam się! I plułam sobie w brodę, bo akurat, kiedy rozdział wyszedł miałam więcej czasu, a teraz znów mam mniej... No cóż - życie na krawędzi chyba jest mi pisane ;).

      Oj tam, oj tam xD.

      Usuń
  7. W końcu komentuję ;)

    Ooo, czyli po Syriuszu Reg, ale fajnie :)
    Heh, Stworek jako jedyny się cieszy. To tak pokazuje jego charakter i relacje z Syriuszem
    Wow. Walburga płacze. Nie miałam pojęcia, że ona jesto zdolna do jakichkolwiek uczuć poza nienawiścią
    Tak, nie ma to jak zwalać winę na innych, nie widząc jej w sobie
    Biedny Reg. W sumie teraz widzę, że ta ucieczka Syriusza pewnie była kolejnym bodźcem do zostania śmierciożercą. Mam wrażenie, że Grimmauld Place stało się przez to jeszcze bardziej ponure
    Charłak zasiadł na tronie? Czyli... Elżbieta II jest charłaczką?? Ale beka!
    Kurde, nic mnie bardziej nie wkurza niż takie "o, nie poprę go, bo nie jestem pewna". Kurde, albo za kimś jesteś, albo nie. Już wolę taką Bellatrix z całym jej okrucieństwem, bo przynajmniej się od Voldemorta nie odwróciła
    Aha, fajnie, Reg ma zostać śmierciożercą bo inni tak za niego postanowili. Fajnie, że ktoś go spytał. Ale super się dzięki temu wyjaśnia czemu ostatecznie Czarnego Pana zdradził
    "zwycięskiej stronie" heh
    Jeju, zawsze się zastanawiałam jak wszyscy piszący ogarniają te swoje światy, chronologię, politykę i genealogię...
    Hmm, ponoć lilie symbolizują królewskość, chwałę, majestat ale także kuszenie. Coś ten, jakieś znaczenie?... ;)
    Dorcas chce być... aurorem?! Cooooo
    Konie! Ja też chce zobaczyć! ;D
    Ta cała hipokryzja rodów i ich duma nie przestaje mnie zadziwiać...
    Alfard to taki dobry wujek, którego niesłusznie nazywają złym wujkiem
    "tej nocy chmury przysłoniły gwiazdy" wow, to jest takie symboliczne, bo oni mają te imiona jak konstelancje, czyli skoro chmury przysłoniły gwiazdy to oni też są tacy nachmurzeni ;)
    No, jeśli czekałaś cały czas na mój komentarz, to już się doczekałaś i śmiało możesz wstawić kolejny rozdział :D
    Buziaki!

    PS: no jak ja mam wybrać kogoś z tej ankiety?? Toż to się nie da zdecydować!

    OdpowiedzUsuń
  8. Dobrze, że zagłosowałam jednak wcześniej, bo tak to bym nie zagłosowała, a tak to Peter chociaż ma głos ;p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Swoją drogą ciekawe są wyniki, bo aż dwie osoby na pierwszym miejscu i jej naprawdę dziwne, że nikt nie zagłosował na teoretycznie głównego bohatera ;p

      Usuń
  9. Dotychczas myślałeś/-aś, że magia istnieje tylko w filmach i książkach? Nie wierzyłeś w czary ani inne zjawiska paranormalne? Myliłeś/-aś się! Magia, którą znasz z historii o Harrym Potterze jest na wyciągnięcie ręki! Jeśli chcesz...
    ...transmutować wrogów w szczury i inne gady...
    ...zmieniać wodę w wino...
    ...warzyć eliksiry...
    ...obcować z magicznymi stworzeniami...
    ...być Pazdanem Quidditcha...
    ...to nie czekaj dłużej, tylko zapisz się do Szkoły Magii i Czarodziejstwa Winsford i uwierz, że marzenia się spełniają!

    [www.winsford.xaa.pl]

    OdpowiedzUsuń
  10. niech sobie James bedzie najbardziej infantylną postacią, tylko błagam weź wróć i wrzuć nowe rozdziały bo już nie mogę ;(

    ~Ann-Marie

    OdpowiedzUsuń
  11. Mam nadzieję, że szybko wrócisz z nowym rozdziałem, bo szczerze powiem, że Twoje opowiadanie naprawdę mnie zainteresowało! Czytam od jakiegoś czasu i jestem pod wrażeniem! Sama niedawo zaczęłam tworzyć, założyłam bloga o tematyce Dorcas i Syriusza, jeśli znajdziesz chwilkę czasu to zapraszam serdecznie - http://meadowes-black.blogspot.com/ i skrycie liczę na szczerą opinię :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Piszę, tak abyś wiedziała, że wciąż czekam i rozumiem tę przerwę :D

    OdpowiedzUsuń
  13. My również czekamy! To najlepszy blog o Huncwotach, jaki w życiu czytałam. Ostatnich dwóch rozdziałów jeszcze nie przeczytałyśmy, ale w tym momencie zaczynamy nadrabiać zaległości. Czekam na moja ulubioną Caniculę! Zapraszamy na nasz nowy blog o pierwszym składzie akonu Feniksa: http://qwertzxcvb.blog.pl/ nie zabraknie tam zabawnego Blacka, ani pięknej i nieco niebezpiecznej Meadowes. Mamy nadzieję, że znajdziecie chwilę, żeby przeczytać i skomentować nasze notki. Liczymy na szczere opinie.
    Drama&Furia

    OdpowiedzUsuń
  14. Miał być rozdział w piątek...
    (wrazliwiontko)

    OdpowiedzUsuń